Słowo Życia – styczeń 2017

Albowiem miłość Chrystusa przynagla(por.2 Kor 5, 14-20).

Wczoraj poszłam z mamą i jej przyjaciółką na kolację. Ja zamówiłam sobie jako przystawkę groszek, aby później zjeść deser, który bardzo lubię. Ale mama powiedziała: nie! Już zaczynałam się dąsać, ale uświadomiłam sobie, że właśnie w mamie jest Jezus i uśmiechnęłam się”.

„Dzisiaj, po męczącym dniu wróciłem do domu. Podczas gdy oglądałem telewizję, brat zabrał mi z rąk pilota. Zdenerwowałem się bardzo, ale za chwilę wyciszyłem się i pozwoliłem mu oglądać jego program”.

„Dzisiaj, gdy mój ojciec mówił do mnie, ja mu odpyskowałem. Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że było mu przykro. Przeprosiłem go i on mi wybaczył”.

To kilka doświadczeń związanych ze Słowami życia, opowiedzianych przez dzieci z piątej klasy szkoły podstawowej w Rzymie. Być może nie widać bezpośredniego związku tych doświadczeń z treścią Słowa, jakim wtedy żyli, ale są one owocem życia Ewangelią. Każde Słowo jest wezwaniem do miłowania. Każde Słowo, które chcemy wprowadzać w życie, powoduje zawsze te same skutki: to Słowo zmienia nasze życie, zapala w sercu iskrę, by być uważnym na potrzeby drugiego, sprawia, że angażujemy się w służbę dla braci i sióstr. Nie może być inaczej, bo przyjęcie Słowa i życie nim rodzi w nas Jezusa i mobilizuje nas do tego, by żyć tak jak On. To pozwala nam zrozumieć słowa św. Pawła skierowane do Koryntian.

Tym, co przynaglało apostoła do głoszenia Ewangelii i działań na rzecz jedności w założonych przez siebie wspólnotach, było głębokie doświadczenie życia z Jezusem. Czuł się przez Niego kochanym, zbawionym; przeniknął On do tego stopnia jego życie, że nikt i nic nie mogło oddzielić go od Niego: to już nie Paweł żył, ale żył w nim Jezus. Świadomość, że Bóg ukochał nas aż po oddanie swego życia, przyprawiała Pawła o szaleństwo, nie dawała mu spokoju i z nieodpartą siłą motywowała go, aby kochać tak samo, z tą samą miłością.

Czy miłość Chrystusa przynagla także nas z taką samą siłą?

Jeżeli naprawdę doświadczyliśmy Jego miłości, nie możemy jej nie odwzajemnić. Trzeba nam wkraczać z odwagą tam, gdzie są podziały, konflikty, nienawiść, aby wnieść tam zgodę, pokój, jedność. Miłość pozwala wznieść serce ponad przeszkody, aby wejść w bezpośredni kontakt z osobami, starać się je zrozumieć, wejść w ich sytuację, by wspólnie poszukiwać rozwiązań. Nie chodzi tu o jakąś wyjątkową akcję. O jedność powinno się zabiegać za wszelką cenę, nie może nas paraliżować ani blokować fałszywa roztropność, ani obawa przed spodziewanymi trudnościami czy przeciwdziałaniami.

Jest to ważne i naglące zwłaszcza na polu ekumenizmu. Słowo to zostało wybrane na ten miesiąc, bo w nim obchodzi się Tydzień Powszechnej Modlitwy o  Jedność Chrześcijan, i chrześcijanie należący do różnych Kościołów i wspólnot powinni nim żyć, aby miłość Chrystusa przynaglała ich do wychodzenia jedni ku drugim, aby odbudować utraconą jedność.

Chiara Lubich podczas otwarcia II Zgromadzenia Ekumenicznego Europy w  Grazu w Austrii 23 czerwca 1997 powiedziała: „Autentycznym chrześcijaninem posoborowym zaangażowanym w pojednanie będzie ten, kto potrafi miłować bliźnich miłością samego Boga, miłością, która widzi Jezusa w każdym, która jest skierowana do każdego – Jezus poniósł śmierć za cały rodzaj ludzki – która zawsze podejmuje inicjatywę, która miłuje jako pierwsza; tą miłością, która kocha każdego jak siebie, która jednoczy się z braćmi i siostrami: w cierpieniach i radościach. Trzeba, aby także Kościoły miłowały się taką samą miłością”.

Żyjmy również my tym radykalizmem miłości z prostotą i autentycznością dzieci z tej rzymskiej szkoły.

Fabio Ciardi